..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Bag End

   » Nasza Twórczość

   » O Tolkienie

   » O Śródziemiu

   » Piwnica Bag End


>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

  Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0
Elen Sila Lumenn Omentielvo!
Witaj w Bag End

“Nightfall in the Middle-Earth” by Blind Guardian


Gnom
Kiedy ciemność przyszła przyniosła ze sobą ciszę. A jednak cisza niesie także szaleństwo. Cisza otacza mnie – śmiertelna cisza. Schwytany w lochach moich najciemniejszych myśli wszystkie bramy, prowadzące z powrotem do krainy światła, są zamknięte dla mnie. Wszelka nadzieja na uwolnienie leży za mną, i przede mną rozciąga się zwykła, bezkresna wieczność Ardy. Oddzielony od mojej Własności włóczę się po świecie wygnany. Nieśmiertelny nierozpoznany wśród śmiertelnych, dryfując bez celu jak liść na wietrze. I w rzeczy samej jedynie wiatr naprawdę zna mój żal jedynie morze rozumie mój ból. Zmęczony jestem i stary, samotny nie mogę umrzeć. Wewnątrz mnie żyje Klątwa która długo przetrwała Przysięgę. Ów morze pogrzebało moją nadzieję. Jak się już kiedyś zdarzyło, moje życie w cierpieniu dowiodło że jest końcem ciągu zbiegów okoliczności. Ale czyż zbiegi okoliczności nie są zwiastunem przeznaczenia? Wszystko jest predestynacją, i chociaż jestem kawałkiem w zgiełku historii będę musiał cierpieć wiecznie za rzeczy które przeminęły. A jednak ja zwykle poszedłem za wolą Jedynego. Położyłem kres nadziei raz na zawsze. Istota w łachmanach która stoi przed tobą jak żebrak była kiedyś panem z wielkiego rodu. To co widzisz to wojownik zamieniony w śmiertelnego siwobrodego starca. Wiedza prowadzi do szaleństwa. Głos, którym niegdyś mówiłem był bardziej delikatny niż łagodny wiaterek, bardziej odświeżający niż najczystsze źródlane wody. Zniszczony przez żal i smutek dźwięk głosu zmieniony w słaby i ochrypły. Wkrótce lepiej będzie pozostać w ciszy na wieki. Nie została mi już nic. Potęga świata była niegdyś moja. Ale pozostałem cicho gdy należało mówić, i mówiłem gdy należało pozostać cicho. Okropne słowa wyślizgnęły się z mych ust, i już wtedy, zdałem sobie sprawę z nieodwołalności mojego błędu, nieuniknionego potępienia do którego on doprowadzi. Na sklepieniu nocnego nieba, znajome konstelacje zaczynają zanikać. Nawet błękitne niebiosa zdają się być zmęczone. Ale koniec, finałowe wyzwolenie za którym tęskniłem jest ciągle daleko przede mną.

Katastrofa
Przeraźliwie i bezlitośnie dni wygnania zakończyły się. Strach przekłuł nasze serca i przyniósł lodowy chłód. Była noc i żadna gwiazda nie przebiła się przez płaszcz terroru. Bezgraniczne cienie są wokół nas. Nie kończący się smutek poprzedzony przez nieszczęśliwy lament z pobliskich wybrzeży. Ale pociecha była poza zasięgiem wzroku. Jedyne magiczne drzewa stały słabe i martwe, wymarłe na wieki. Pogoń za złoczyńcami zaginęła w piasku. To były narodziny rozpaczy, i z nią przyszły podejrzliwość i nienawiść. W końcu to mój ród miał dokończyć triumf plugawego sojuszu. Nigdy nie było mi dane dowiedzieć się co zostało powiedziane na Radzie Pierścienia podczas godziny katastrofy, ale uwierzyłem i zaufałem słowom mego ojca. Naprawdę wielkim był, we wszystkim. Nikt więcej nie otrzymał tak potężnych umiejętności. Ale za mocno kochał to co stworzył. Wystarczająco mocno aby w końcu zdradzić samego siebie, jego synów i światło świata. O wiele za silny był płomień który wybuchnął w jego sercu niepowstrzymanie. Tak potężnie zżera ciało i wraz z duszą. Nigdy wcześniej nie znałem strachu. To miało się zmienić kiedy niemal nieprzenikniona chmura czystego zła nawiedziła naszą twierdzę. Tak silna była panika że chwyciła mnie i moich braci i ucieczka wydawała się jedynym ratunkiem. Przez jeden krótki moment zdołałem ujrzeć złowieszczą, niemal bezkresną masę. To co zobaczyłem zabrało mi dech w piersiach i nauczyło strachu. Nigdy nie zapomnę zimna, nienasyconego spojrzenia pajęczej kobiety, wypełnionej złą pustką, która chciwie stała się nieprzejrzysta*, martwe oczy ponad całym życiem wokół niej i jego desperacka próba ucieczki. Przerażony rozpocząłem ogromną, beznadziejną pustkę która przemieniła wszystko w sztywną, brzydką znikomość. Jej owłosione ciało już zaczęło przybierać gigantyczne rozmiary. Obok niej nawet Czarny Władca wydaje się mały i słaby. Z dala od naszej twierdzy mieszkaliśmy w głębokiej rozpaczy pozbawieni wszelkiej władzy. Wielu z nas płakało gorzko za wielkim królem który stracił swoje życie. Nieśmiertelna kraina spotkała właśnie śmierć, i klejnoty zostały stracone. A z klejnotami odeszła nasza nadzieja. Mroczny Wróg Świata, jak mój ojciec nazwał go, powrócił do domu ze zdobyczą olbrzymiej wartości i nazwał siebie Władcą Świata.

Przysięga
Maska zapomnienia przykrywa wiele rzeczy, ale przypominam sobie dzień Przysięgi. Ciągle słowa mego ojca odbijają się echem w mym umyśle. Tak pełne chwały, dziko pożądane i umiejętnie wypowiedziane były, sprawiły że unieśliśmy miecze i złożyliśmy Przysięgę. Teraz chciałbym aby się to nigdy nie wydarzyło. W okropny sposób wywołaliśmy przeznaczenie. Obudzone przez jego ogniste słowa pożądanie nowych lądów i okrutnej zemsty napełniło nasze serca potęgą. W nieruchomej dumie stałem gdy posłaniec Pana Nieba ukłonił się w pożegnaniu przed mym ojcem. Nic, wydawałoby się nie mogło nas powstrzymać. Nawet największy spośród wyższych duchów zadrżał z czcią

Odejście
Skazani wyruszyliśmy naprzód by cierpieć męczarnie od tamtego dnia. Tęsknota za wyzwoleniem już zdążyła poruszyć się, gdy katastrofa wciąż leżała w oddali. Żal pozostawiliśmy za sobą, ale nic lepszego mroczny dzień nie przyniesie. Niepewność towarzyszyła nam z każdym krokiem, ale nasza duma sprawiała że szliśmy nadal. Podnieceni byliśmy i nasze serca ciągle wypełnione słowami samotnego mężczyzny którego dusza była cała w płomieniach. Nigdy łatwo nie było spojrzeć w głęboką i brzydką otchłań duszy przyjaciela czy krewnego, właśnie po to by ktoś zdał sobie sprawę z niszczycielskich konsekwencji. Mimo to otchłań niezaprzeczalnie istnieje w każdym z nas. Żadne brzemię nie waży ciężej niż świadomość że nic i nikt nie jest bez wad. Wtedy nie mogłem zrozumieć tych którzy podążali za przyrodnimi braćmi mego ojca. Oh, jak ja ich nienawidziłem pośród mego rodu! W końcu główna część naszej rodziny zebrała się pod Chorągwią Gwiazd, gdy jedynie pozornie mała grupa poszła za sztandarem prawego króla. Niewiele miłości dzieliłem z, oh jakże szlachetnym krewnym, nawet gdy sympatia naszych ludzi była ich. Nigdy nie zrozumiałem dlaczego oni poszli dalej. Mój najstarszy brat jednak, wydaje się być pełen rozpaczy nad rozmową przeprowadzaną w naszej rodzinie. Mimo to byliśmy my, którzy odeszli w pierwszej linii. Nasze ścieżka miała nas poprowadzić do regionów nieznanych nam, złowieszczych i niegościnnych. Miała nas także poprowadzić do upadku i katastrofy. Lecz kilka czynów pełnych sławy i chwały było, podczas gdy wielu opowiada historie o smutku i poświęceniu.

Morderstwo krewnych
Czerwień – zamykam oczy i widzę rzekę krwi biegnącą w stronę oceanu, mieszając czyste wody z niewinną czerwienią. Otwieram oczy i spoglądam w dół na ręce pokryte krwią: szponami bestii są one! Szkaradne, zaciśnięte, mordercze. W mych snach bez przerwy chodzę, pośród Moich, zmierzając w stronę domu morskich elfów. I chociaż silnie czuję ze nasze następne kroki będą fatalne, jestem niezdolny by odmienić klątwę rzeczy. Moja cała duszą jest pochwycona przez krzyczący bunt, ale powstrzymuje się i podążam bezspornie... Jeźdźcy białych pióropuszy ( fal ). Marzyciele. Nieszkodliwi, skromni, spokojni. Nikt bardziej nie kocha wolności niż oni. Ich śpiew radował mieszkańców oceanów, tak jak
muzyka oceanów jest rozkoszą dla morskich elfów. Za murami jednak zanosi się na burzę. Tam port leży w ciemnościach, ciągle niesplamiony piętnem krwi. Nasz usilna prośba o odpowiedź na poglądy mego ojca przeszła niezauważenie. Uzbrojeni i zdeterminowani siła zabraliśmy to, co nie należało się nam za darmo. W pełnej zbroi poszliśmy po statki, ale z tanecznym wdziękiem żeglarski lud wrzucił nas w zimne wody. Z tak wysoka jak wysoko nasze dusze się wzniosły, w końcu niszczący upadek nastąpił. Szok zimnych wód zmył nasz gniew, nienawiść zawrzała. Agonia wstydu musi być pomszczona – upadek tysięcy. Miecze są prędko zatapiane w ciele. Bitwa zaczyna się – ale nie jest to normalna bitwa, lecz bratobójstwo. Dzielne ale niewinne twarze mężczyzn stawiają nam czoła bezbronnie. Z ich ciał, ich twarzy ciągle oplątanych śmiechem powitania, krew tryska. Ich śmiech zamienia się w zdziwienie, zdziwienie w strach, strach wreszcie przynosi świadomość. Ich lament już da się słyszeć. Głos jednego jest poprzedzany przez wiele innych. Morze przyłącza się do ich okrutnie pięknego lamentu. Ten głos miał nas nawiedzać do póki czas się nie dopełni. Nic, żadne słowo, żaden czyn lub modlitwa – nie zdejmie nigdy ciężaru który zabraliśmy ze sobą w tej właśnie godzinie. Nasza chciwość łodzi i spełnienia naszych marzeń wymazuje naszą moralność. Krzyki o pomoc, płacze agonii, płacze śmierci – obraz krwawej rzezi! Nikt nie spieszy się z pomocą dla dzieci morza. Wysokie Duchy są zobowiązane przez dane słowo. Morze płacze gdy Pan Wiatrów przypomina im o obietnicy. Z palącą złością i doprowadzony do łez przez niesprawiedliwość wymierzoną jego najdroższym przyjaciołom, mieszkają ukryci głęboko w oceanach, przędząc nienawiść. Nigdy już nie było czynu tak trudnego do udźwignięcia.

Klątwa
Zacienione wspomnienia zbierają się groźnie. Znów przemierzam mgły przeszłości by raz jeszcze przeżyć to wszystko. Samotna postać stoi w bezruchu, oczekując na mnie a moja własna wydaje się dla mnie jak żywa. To jest potężny głos posłańca który ogłasza nasze katastrofalne przeznaczenie. Smutek i zmieszanie ogrania nas gdy słuchamy dzikich odpowiedzi naszego Ojca. Wtedy, jak gdyby w transie, powoli poruszamy się naprzód. Nie raz odwracałem się - chociaż wiedziałem, że wielu wsiadło na statek w swej drodze do domu - smutny i upokorzony. Ciągle błąkaliśmy się wzdłuż lodowego wybrzeża. Z wyniosłym lodem, nasze ścieżki stały się bardziej niegościnne. Pod głębokim, ciemnym niebem, nieprzyjazne wiatry otaczały nas, układaliśmy historie o spełnieniu naszych marzeń. Te myśli prowadziły nas, karmiły i ogrzewały nas. Ciągle istnieje promyk nadziei by zmienić bieg przeznaczenia. Lecz wkrótce mieliśmy uszczknąć ostatni pączek: Cicho, ukradkiem uciekliśmy od naszych braci i sióstr. Łodzie oferują małe pokoje, i tak przejście będzie możliwe tylko dla niewielu z nas. Klątwa przebudza się.

Płonące Łabędzie
Być może mój brat zdawał sobie sprawę ze wstydu, ale on również, pozostawał cicho. Nasze statki przycumowały i lekkim krokiem wskoczyliśmy do płytkiej wody. Pierwszy raz postawiliśmy stopy na czymś co miało być naszym nowym domem. Łabędzie, duma całego narodu, już są ogarnięte przez płomienie. Krwistoczerwone niebo rysowało obraz naszej dołującej ruin. Jedynie gwiazdy rozpalały się srebrzyście i spoglądały w dół, nieporuszone przez wszystkie czyny ich ludu. Teraz dostrzegam ból w oczach mego brata. Ale mój śmiech dołącza do innych, gdy me serce płacze gorzko. Zaczynam rozumieć. Po drugiej stronie oceanu, nasza zdrada została właśnie odkryta. Ci, których pozostawiliśmy samych przed wejściem na statki, prowadzeni tylko jednym pragnieniem: Zemsta! Klątwa niesie klątwę.

Najwyższa chwała i najgłębszy smutek
Po raz pierwszy mieliśmy zmierzyć się z wrogiem. Resztki naszej niegdysiejszej chwały i naszego miłosiernego panowania ciągle dodają nam sił, i w ten sposób łatwo rozproszyliśmy skromną piechotę. Jednak, nasze najwspanialsze zwycięstwo miało przyjść razem z Bitwą Pod Gwiazdami. Ale nawet w chwili naszego triumfu znajduje się katastrofa. Raz jeszcze słowa posłańca sprawdziły się. W jałowych górach, Ojciec leży, jego ciało spalone i potłuczone. Jeszcze jeden, ostatni raz jego oczy powędrowały w kierunku potężnych wież. Symbol wroga, złowieszczo wyłaniają się w oddali. Ciągle dziwi mnie co czuł mój Ojciec gdy poznanie zaświtało nad nim w tej godzinie. Zimny horror i głębokie zrozumienie odbiło się w jego ostatnim spojrzeniu. Dlaczego sprawił abyśmy powtórzyli naszą przysięgę? Nic poza popiołami pozostało po największym pośród naszego ludu. Wyjący wiatr zabrał je ze sobą. Mój ojciec powrócił do Domu Dusz, zanim koszmar się rozpoczął.

Agonia, chwała, agonia
Podstęp który wykonaliśmy dobrze uzmysłowił nam, że sami nie byliśmy w stanie uciec od złych zamiarów naszego wroga. Daleko poza zasięgiem był przykuty łańcuchami do skały na wysokości wyniosłych gór. Zdesperowany i wyczerpany czekał na ratunek który nie przybyć w najbliższym czasie. Księżyc wzeszedł i nagle pojawili się ci, których zostawiliśmy za sobą na lodowych pustyniach. Spotkali się z niewypowiedzianym bólem a ich marsz powiedział o wielkich i pozbawionych egoizmu czynach. Dumny i nieustraszony ich liczny tłum przeszedł lądem. Gdy ich przywódca wydał rozkaz wywieszenia jego błękitnego sztandaru, poranne słońce wstało i wypełniło poranne niebo ognistą czerwienią. W zasięgu wzroku bram wroga zadęli w trąby i ich potężne dźwięki wstrząsnęły przeraźliwie wieżami fortecy. Tak szybko jak się dało Czarny Władca rozpoznał swego wroga, ale w tym momencie zaskoczenia wróg odszedł bez szkód. Tam gdzie żyliśmy z dala od Naszego Własnego, zbyt wiele ważyła wina. Wraz ze słońcem śmiertelni lub drudzy narodzeni pojawili się na wschodzie. Dzieci słońca powoli zmierzali w kierunku światła i zarazem w kierunku naszej krainy.

Czasy chwały
Krótki był czas który przyniósł trochę ulgi zranionym sercom naszego ludu. To właśnie mój kuzyn był tym, który jednym odważnym, szlachetnym czynem uratował mojego brata z jego beznadziejnej niewoli. Ale za jaką cenę! Przeklęci byliśmy, jednak mieliśmy dom. Sztandar Gwiazd był teraz symbolem naszej dominacji. W tych dniach wydawało się nam że smutne czasy w końcu przeminęły i odeszły. Głęboka przyjaźń związała nas z krewnymi, tymi którzy nigdy nie widzieli światła Błogosławionego Królestwa. Wspólnego wroga mieliśmy i dla handlu związaliśmy się z krasnoludami. Utalentowany lud nigdy nie ujawnił informacji o sobie, i w ten sposób oni zawsze pozostawali tajemniczymi dla mnie. Więc spokojnie żyliśmy nadal w błędnej wierze bycia władcami ponad czarnym wrogiem. I jak bardzo oszukaliśmy się sami! Pełni zaufania utrzymywaliśmy kontrolę nad krainą i trzymaliśmy wroga w oblężeniu. Moi bracia i ja dumnie władaliśmy i broniliśmy nasze nowe krainy. Bez zmartwień oczekiwaliśmy ataku Czarnego Władcy. Łatwo moglibyśmy pokonać te istoty tak pełne strachu i nienawiści. Wydawało się że klątwa została zapomniana. Nikt z nas nie mógłby w nią wierzyć. W końcu, władaliśmy krainami! Nasz brzask utrzymywał się nadal, ale do kilku z nas sztorm miał przybyć, bardziej przerażający i okrutny niż kiedykolwiek. I tak dwoje z naszych wysoko urodzonych książąt zobaczyło na własne oczy jak budowane są miejsca przeznaczone na schrony. Nigdy nie ufali w ten pokój. Nadzieja którą czuli była czymś co leżało ukryte głęboko. Ich przezorność powinno dowieść ich mądrości. Ostatni raz mieliśmy zdecydować się na druzgocący atak na Czarnego Władcę przeprowadzony w chwale i z korzyścią dla nas. Bitwa Chwalebna miała wzmocnić naszą wiarę, że możemy przeciwstawić się Czarnemu Wrogowi.

Cisza przed burzą
Oblężenie trwało nadal, i ciągle wierzyliśmy w naszą siłę. Więc zignorowaliśmy znaki. Złoty Ojciec Smoków, ciągle młody i daleki od swojej późniejszej potęgi, uniósł się z otchłani fortecy wroga. Ukształtowany w okrutnych kuźniach po raz pierwszy spotkał się z upokorzeniem. Znów spadkobierca Wysokiego Króla stworzył chwalebną historię. Nawet ja zadrżałem z podziwu. To on stał obok nas w przyjaźni i to on całkowicie przebaczył nam przeszłość. I jak nikt inny w klątwę zostałby złapany w klątwę. Jak nikt inny cierpiałby przez przeszłość.

Wieści i bolesna prawda
To co chowaliśmy tak długo uwolniło się bez ostrzeżenia. Po raz kolejny ja i moi bracia mieliśmy być skazani. Podejrzliwość i nienawiść zaatakowały nasz dom, jedno to nie przeszkadzało nam z początku. Prowadzone przez zimną arogancję pożądanie odzyskania naszych skradzionych skarbów prowadziło nasze niecierpliwe umysły, sprawiając że wszystko inne było nieważne. Na rosnącą konsternację którą spotykaliśmy wszędzie dookoła odpowiadaliśmy znudzonym uśmiechem. A mimo to wiele z tej konsternacji nawet nie zauważyliśmy. Czarujące głosy zamierały ilekroć chciałem się przyłączyć do radosnych czynów elfów leśnych, mój głos silny i harmoniczny. Najwidoczniej nieporuszony, jednak złapany w wewnętrzne podnieceni poszedłem śpiewać, wszystko sam. Dal mnie wydawało się tak jakby słuchali mnie przez krótką chwilę w trwodze i wtedy, wymknąłem się ukradkiem w bezpieczeństwo ich lasów. Nie miałem problemów ze zgadnięciem ich myśli. Z pewnością pokochali mój głos. A jednak znienawidzili ciało i duszę które żyły wewnątrz. W tej części świata nasz szlachetny język był używany jedynie potajemnie. Język bratobójców.

Zmiany
To był niemal ten sam czas gdy, w odległych lasach nazwanych przez nas Ciemnym Lasem, Syn Katastrofy narodził się. Nigdy nie rozmawialiśmy jeden z drugim. A mimo to dzieliliśmy ten sam strach – przeznaczenie zdrajców. Jego wnętrze było przepełnione światłością i miłością, a mimo to on miał przynieść jedynie niezgodę. Pod powierzchnią jego szlachetnego wyglądu leżało niewykryte i dobrze chronione ziarno zła, powoli rosnące. Ludzki lud pojawił się, nagle i nieoczekiwanie. Powitaliśmy naszych młodszych braci, jednak byliśmy pełni nieufności. Zbyt różni od naszych, wydawały się drogi tych, którzy przyłączyli się do ans później. Kochaliśmy księżyc, oni uwielbiali słońce. Lecz wkrótce zdaliśmy sobie sprawę że na nich również, polują mroczne cienie. Z początku lekceważąc ich, wkrótce weszliśmy w sojusz. Katastrofa obrała swój kierunek.

Chaos
Szpony paniki zaciskają się na mnie gdy przypominam sobie ściany ognia, przyniesione przez spragnione krwi oddziały! Wkrótce kraina została spustoszona i niczym nie związana miłość na zawsze przepadła. Śmierć miała w tych dniach dobry połów. Dusze śmiertelnych wplątali się w podróż z nieznanym przeznaczeniem. Zniszczone i spalone ciała elfów leżały porozrzucane wzdłuż zwęglonych, opustoszonych ziem. Wielu powróciło do Domu Dusz by mieszkać tam bez ciała aż do końca czasu. Straciliśmy nasz dom. Bezgraniczny był nasz smutek i bezgraniczna wydawała się wojna. Ognie nie powinny się wypalić zanim Okres Przebudzenia przyniesie koniec śmiertelnej zimy. Jałowe i zdewastowane leżą ziemie. Smród zepsucia miał trwać przez rok. Wtedy nasza ostatnia nadzieja została odebrana przez wiadomość gorzkiego końca Wysokiego Króla. Znacznie później dowiedzieliśmy się o jego chwalebnej bitwie i o ranach, które zadał naszemu głównemu wrogowi. Z jego egzystencją mieli ludzie i nawet ja związane nadzieje na lepszą przyszłość. Teraz jasno do nas dotarło jak beznadziejna nasza sytuacja się stała. W każdym z nas żyło rosnące pożądanie rodzinnych krain. Jednak wszystkie drogi wstecz były nam odmówione. Nasza chwała wygrała z naszym żalem. Kolory natury wyblakły i z nimi odeszła nasza młodość. Bliżsi się wydawaliśmy ale byliśmy znużeni i zmęczeni. Jedynie kilka czynów chwały mających przetrwać stulecia dokonaliśmy w tych dniach. Przyjaciele elfów jednak, dokonali rzeczy godnych wielkiej chwały, jeden z nich nawet zdobył nieśmiertelną miłość.

Nieśmiertelna miłość – wieczna klątwa
Wewnętrzna tęsknota za należącymi się nam dobytkami wciąż żyła. Nigdy nie zasnęła i tak zamieniła się w trującą chciwość. Ból który nieustannie wnosiliśmy do świata wcale nas nie martwił. Jakby prowadzeni przez szaleństwo dążyliśmy do światła, tylko że wydawało się poza naszym zasięgiem. Ale nagle dziwne opowieści o piękności i cudach przyszły i wydawały się obiecywać przemiany: „Wszystko jest predestynacją, ale czysta miłość może nawet przemienić istotę rzeczy! Wysoka jest cena za najpiękniejsze dziecko na całym świecie. Łatwo mędrzec wypowiada katastrofalne słowa. Ale z jego śliskością języka wiele rzeczy nie może być zrobionych odrobionymi. Śmiertelnik który dosięga gwiazd powinien zapłacić utratą ręki. Ale w końcu taniec powinien być ukoronowany sukcesem. Horror leży w ciężkich snach, ale ci którzy są czyści mogą dotknąć czystości. I tak panna młoda może zostać wykupiona, i nawet śmierć nie powinna nigdy rozdzielić pary. Niepewność powinna wstrzymać nieśmiertelność. Nigdy nie wolno niewiele sobie robić z potęgi miłości.” Tak, moi bracia również mieli udział w historii. Oni również musieli odczuwać ból potęgi miłości. W końcu, Błogosławione królestwo obróciło się przeciw nam. Nasze życia były stracone. Cześć i strach były w nas, w samotności Przysięga była silniejsza. Jak się dowiedzieliśmy jeden z klejnotów który dawno straciliśmy był niedaleko od miejsca w którym przebywaliśmy. Ponownie wzniecił nasze pożądanie jego odzyskania. Nie potrzeba mówić, że znów katastrofa z tego wyniknie.

Samotni, biedni i zdradzeni
Niejeden spośród mnie i moich braci osiągnął prawdziwie heroiczne czyny, a nawet jeśli któryś nie osiągnął wiele było prób takich osiągnięć. Wszyscy z nich marnie umarli. Jeden ostatni raz chcieliśmy stanąć naprzeciw wroga i ruszyć przeciw niemu. Nasze zespoły były potężne, lecz zdrada zobaczyła na swoje własne oczy naszą porażkę i podzieliła dwie rasy. Nasza porażka była prawdziwie niszcząca. Gdyby nie Zamaskowani i ich odwaga nigdy byśmy tego nie przeżyli. Dzielnie pomogli mnie i moim braciom w ucieczce. Odważnie krasnoludy stanęły naprzeciw rasie smoków. Machając wielkimi bojowymi toporami zdołali nawet odciągnąć Złotego z pola walki. Mieli srogo zapłacić stratą życia ich króla. Mój kuzyn, Wysoki Król, również zginął w beznadziejnej bitwie i wraz z nim odszedł sztandar. Również trzy Domy miały chwalebną historię, mimo że wiele ludzkich żyć zostało straconych w rzezi. Moi bracia i ja byli wśród tych którzy przetrwali. Tak samo jak Klątwa...




Wszelkie uwagi i spostrzeżenia proszę kierować pod adres: [email protected]
komentarz[3] |

Komentarze do "“Nightfall in the Middle-Earth” by Blind Guardian"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.



  Ankieta
   Czy jako użytkownik Elixiru będziesz publikował na BagEnd?
TAK
NIE
NIE WIEM
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

  Top 10
   Rozdroża - Po...
   Gollum
   Postacie z 'H...
   Broń biała
   Słynne konie
   Gimli
   Bilbo le hobb...
   Frodo Baggins
   Aerlen
   Galadriela

  Shoutbox
© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Kerm
Engine by Khazis Khull based on jPortal

Strona wygenerowana w 0.051959 sek. pg: