..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Bag End

   » Nasza Twórczość

   » O Tolkienie

   » O Śródziemiu

   » Piwnica Bag End


>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

  Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0
Elen Sila Lumenn Omentielvo!
Witaj w Bag End

Hodowca Niebieskich Róż

Sala pogrążona była w łagodnym półmroku. Tylko pochodnie zawieszone na ścianach chroniły liczne, przebywające w pomieszczeniu postacie przed nieprzyjazną ciemnością. Wszyscy milczeli zapatrzeni w niewielkie podium i siedzącą na malutkim taboreciku drobną kobietkę. Niebieska, prosta suknia z niewielkim dekoltem, w którą ubrana była dziewczyna, wyglądała wyjątkowo skromnie w porównaniu z bogatymi strojami zebranych, będących zapewne tutejszą arystokracją, ale jednocześnie wydawało się, że jej właścicielka jest najgustowniej i najpiękniej odzianą panną na sali. Nawet malutki sznureczek pereł na jej zgrabnej szyi, jedyna ozdoba, wyglądał piękniej niż wszystkie klejnoty, które pozawieszały na sobie liczne szlachcianki, baronówny i hrabianki. Jeszcze piękniejszy niż jej ubranie był uśmiech błąkający się na kształtnych, pełnych ustach, nie obejmujący jednak oczu, koloru głębokiego błękitu, które bystro i przenikliwie wpatrywały się w każdą osobę. Jednakże to nie ubranie, ani uśmiech, ani nawet przenikliwe spojrzenie spowodowało, że oczy wszystkich zwrócone były akurat w kierunku tej niepozornej istotki.
Zebranych zachwycała muzyka, którą dziewczyna wydobywała szarpiąc strunami trzymanej na kolanach lutni. Muzyka ta, pozornie banalnie prosta, wzbudzała w słuchaczach dziwne, czasem smutne, ale i piękne odczucia, łagodnymi falami rozchodząc się po sali, a towarzyszył jej czysty głos pieśniarki. Głos ten, wyjątkowo cichy, wydawał się niemal szeptem, wzbijał się mimo to nad muzykę, coraz bardziej zachwycając słuchających. Głos ten łagodnie, ale stanowczo kierował ich myślami, niemal stawiając przed oczami obrazy, wyławiając najcudowniejsze, dawno zapomniane wspomnienia z dna duszy. Głos ten po prostu zachwycał. Powodował, że z każdym dźwiękiem lutni serca biły coraz mocniej.
A potem muzyka się urwała. Nagle, bez ostrzeżenia. Został tylko głos, coraz cichszy i cichszy, a w końcu i on umilkł zupełnie. Pozostała cisza, trwająca jeszcze długą chwilę. Publiczność wciąż jeszcze jakby zasłuchana w łagodne dźwięki lutni i piękny śpiew bała się wydać z siebie choćby najcichszy szept. Potem rozległy się pierwsze nieśmiałe oklaski, żeby po chwili zamienić się w burzę wstrząsającą posadami zamku. Poetka schowała instrument do specjalnego futerału, po czym wstała i ukłoniła się, czym wzbudziła jeszcze większy aplauz. Dziewczyna posłała swoim słuchaczom uroczy uśmiech i skłoniła się ponownie, a wtedy pod jej nogi upadł najdziwniejszy i najwspanialszy kwiat, jaki dane jej było widzieć. Niebieska róża.
Pochyliła się i podniosła ją z ziemi. Delikatnie pogładziła ciemnoniebieskie płatki i po chwili wahania powąchała. Niezwykły kwiat miał zapach podobny do woni zwykłych róż, których poetka nie lubiła szczególnie, ale o wiele intensywniejszy i jednocześnie delikatniejszy, bardziej upajający, lecz mniej mdły. Po prostu… inny. Dziewczyna uśmiechnęła się do swoich myśli i przypięła różę do dekoltu swojej sukieneczki.
Wzięła lutnie, powoli zeszła ze sceny i ruszyła między licznymi, ustawionymi na sali stolikami w kierunku tego, przy którym rozgościła się jej towarzyszka. Na ustach poetki rozkwitł uśmiech, gdy zobaczyła, jak przyjaciółka podnosi się ze swojego miejsca i unosząc kciuki do góry daje jej do zrozumienia, że występ był genialny. Porozumiały się wzrokiem i pieśniarka przyśpieszyła kroku chcąc jak najszybciej obgadać wydarzenia ostatniego wieczoru. Jednakże ktoś postanowił udaremnić jej plany bezczelnie łapiąc ją za rękę.
Odwróciła się w kierunku intruza usiłując przywołać na twarzy obowiązkowy uśmiech. Ujrzała mężczyznę przystojnego, ciemnowłosego, o dość surowych rysach twarzy i z zadziornym, nieco śmiesznym wąsikiem. Był on tak wysoki, że poetka, będąca dość drobną osóbką, musiała unieść głowę, aby móc spojrzeć mu w oczy.
- Pani Arieen - powiedział, szarmancko całując jej dłoń.
Poetka wzdrygnęła się z obrzydzeniem. Takie sztuczne i wyuczone gesty wywoływały w niej głównie pogardę, o wiele bardziej ceniła sobie spontaniczność, jaką zwykli przejawiać niżej urodzeni.
- Miło mi-stwierdziła sucho - panie…
- Baron de Verbartines. Pani na Vainvien, najjaśniej panująca księżna Miriel prosi mistrzynię lutni na słówko.
Arieen z tęsknotą spojrzała w kierunku swojej przyjaciółki i posłała jej przepraszający uśmiech, ale ruszyła za baronem torującym już drogę między stołami. Niestety, jedną z licznych cech wszelkich koronowanych głów było to, że nie umiały zrozumieć, jak można im odmówić i dość ostro karały osoby, które mimo wszelkich ostrzeżeń pozwoliły sobie na powiedzenie „nie”.
Władczyni była jedną z najdziwniejszych osób, które poetka, mimo młodego wieku, miała już okazję napotkać na swej drodze. Właściwie wyglądała całkowicie zwyczajnie. Ani niebieskie oczy, ani brązowe kosmyki otulające jej ładną twarz nie wyróżniały jej zbytnio. Co prawda pewnym urozmaiceniem były spiczaste uszy, cecha charakterystyczna elfów, ale mimo, że większość gości należała do rasy ludzkiej, to przedstawiciele „Starszego Ludu” rzadkością nie byli. Tak, w wyglądzie księżnej nie byłoby nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że od czasu do czasu, jakby od niechcenia, machała swoimi wielkimi, wyjątkowo pięknymi skrzydłami.
Poetka ukłoniła się i zgodnie z życzeniem księżnej zasiadła na wygodnym fotelu naprzeciwko niej. Władczyni spojrzała znacząco na wciąż stojącego w pobliżu barona i chrząknęła.
- Ach, tak… - mruknął - Najjaśniejsza pani, czy mogę odejść?
- Oczywiście baronie. Ty też Darianie.
Darian, osobisty kamerdyner i sługa władczyni, dotychczas stał obok niej i pilnował, żeby puchar pani był zawsze pełny, a także, aby przysmak, którego Miriel akurat postanowiła spróbować, od razu znalazł się w zasięgu jej ręki. Teraz ukłonił się i pospiesznie odszedł, pozostawiając poetkę sam na sam z księżną Vainvien.
- Ależ z tego barona gbur i obłudnik - poskarżyła się księżna - wyobraź sobie, że przy byle okazji próbuje mnie namówić, żeby poprowadzić nasze lokalne wojsko przeciwko armii króla. Oczywiście, jak zapewne wiesz, Vainvien ma największe i najlepiej zorganizowane legiony i moglibyśmy bez trudu pokonać tych wszystkich maruderów z innych księstw, ale mi na tym nie zależy. Moim poddanym spokojnie i dostatnie żyje się na tym niewielkim skrawku ziemi. Ale ten obłudnik baron, wyobraź to sobie, planuje mnie zrzucić z tronu, otruć albo zasztyletować. Jak widzisz wyjątkowym rozumem i mądrością on nie grzeszy, ale, ach wybacz. Co ciebie, pieśniarkę i mistrzynię pióra, obchodzą pałacowe intrygi?
Poetka z czułością pogładziła leżącą na kolanach lutnie.
- Nic nie obchodzą pani - odpowiedziała cicho. - Liczy się tylko muzyka.
- Otóż to, otóż to.
Nastała cisza. Jedna z tych cisz, które można zaliczyć do kłopotliwych. Poetka nie za bardzo wiedziała, co powiedzieć, więc milczała, wbijając wzrok w podłogę. Nagle księżna stwierdziła:
- Płomień z Carien.
- Słucham? - Pieśniarka uniosła głowę.
- Płomień z Carien - powtórzyła królowa wskazując na kwiat przypięty do dekoltu sukni poetki, o którym ta zdążyła już zapomnieć. - On tak nazywa te swoje niebieskie róże: Płomienie z Carien.
- Kto? - Spytała Arieen zapominając o wszystkich wymaganych formach grzecznościowych.
Miriel nawet tego nie zauważyła zbyt zaaferowana znalezieniem towarzyszki do plotkarskich pogaduszek.
- Drekemorth. Wiesz, jego ogród to jedyne miejsce w całym królestwie, phi, co ja mówię? na całym kontynencie!, gdzie te niebieskie róże rosną.
- Tak? - Poetka okazała należne tej niesamowitej informacji zdziwienie. - A z jakiego to powodu?
- Wiesz, Drekemorth to strasznie tajemniczy jest - Miriel pokiwała głową na poparcie swoich słów. - Mało o nim wiadomo, tylko tyle, że kiedyś tam był żeglarzem i szlajał się po tych wszystkich morzach. I nawet mówił, że tam o… - Księżna energicznie machnęła dłonią w bliżej nieokreślonym kierunku - to są lądy i ludy, z którymi handel można prowadzić. No i podobno na jednym z tych lądów to takie niebieskie róże rosną powszechnie i wszędzie. Mówił, że to królestwo nazywają Carien. I on od nich wyhandlował nasiona tych róż i gdy się do nas, około pięć wiosen temu, sprowadził, to zasadził i chroni te swoje kwiatki jak oka w głowie.
Księżna zrobiła przerwę, aby dać czas Arieen na wtrącenie jakiegoś wielce inteligentnego stwierdzenia.
- Niezwykłe - mruknęła pod nosem poetka.
Co prawda cała opowieść Miriel wyjątkowo niesamowita nie była, poetka słyszała i widziała dziwniejsze rzeczy niż niebieskie róże. Jednocześnie postać tajemniczego hodowcy tych niezwykłych kwiatów, zwanych Płomieniami z Carien, fascynowała ją coraz bardziej.
- Niezwykłe to jest jego wyjątkowe skąpstwo. Wyobraź sobie, że nawet mi nie dał kilku nasionek tych róż, chociaż tak ładnie prosiłam - księżna zrobiła minkę obrażonej dziewczynki. - Gdyby nie to, że jest interesujący i ogólnie rzecz biorąc płaci wysokie podatki, to ja bym mu już pokazała, co to znaczy odmówić Miriel z Vainvien! A gdybyś ty widziała, jak on poganiał tych wszystkich młodzieńców, którzy próbowali zerwać, choć jedną różyczkę, żeby zaimponować pannom. Sam też nie obdarował żadnej tym kwiatem.
Arieen spojrzała znacząco na swoją różę.
- No, nie licząc ciebie. Wiesz, szczerze mówiąc zaskoczyło mnie to, ale najwidoczniej nawet takie skąpiradło jak on, umie odpowiednio ocenić i docenić sztukę.
Jeszcze przez chwilę gawędziły na różne tematy, a gdy rozmowa przestała się kleić, Miriel stwierdziła, że musi niestety zająć się swoimi obowiązkami i pozwoliła poetce odejść.
Dziewczyna jak burza ruszyła ku przyjaciółce, obiecując sobie, że tym razem nic jej nie powstrzyma. I nie powstrzymało.
Przyjaciółką i towarzyszką „przygód” poetki była ciemnowłosa druidka. Dziewczyna dość wyraźnie wyróżniała się z tłumu, ponieważ była ubrana o wiele skromniej niż śpiewaczka, o arystokratycznych gościach nawet nie wspominając. Prosta zielona tunika i brązowa szarfa, którą druidka przepasana była w pasie, to był jej codzienny strój i coś tak banalnego jak jakiś bal, nie mogło jej skłonić to zmiany odzienia na bardziej odświętne.
- Oj, Tami - westchnęła Arieen opadając na ławkę obok niej. - Już myślałam, że mnie ta księżna nigdy nie wypuści.
Druidka tylko uśmiechnęła się z pobłażaniem i obie panie od razu zatopiły się w rozmowie, często przerywanej przez licznych wielbicieli pragnących wyrazić swój podziw poetce. A gdy na puste dotychczas podium wkroczyli muzykanci, zabrzmiała muzyka i pary ruszyły na parkiet, żeby odtańczyć kilka obowiązkowych tańców, przyjaciółki ukradkiem wymknęły się z sali. Miały już serdecznie dość tego całego zgiełku.

Arieen otworzyła oczy i rozkosznie przeciągnęła się w swoim wyjątkowo mięciutkim i wygodnym łożu. Przecierając oczy, usiadła i rozejrzała się po komnacie. Drugie łóżko było puste, co wcale poetki nie zdziwiło. Tamika, jako że prowadziła wędrowniczy tryb życia i miała nieposzlakowaną opinie osoby godnej zaufania, często spełniała poselskie misje dla różnych Kręgów Druidzkich. Zapewne i teraz wyruszyła skoro świt, żeby przekazać jakąś ważną wiadomość tutejszym przedstawicielom tej profesji.
Wzrok poetki jeszcze chwile wędrował po pokoju i zatrzymał się dopiero na niebieskiej róży stojącej w niewielkim kryształowym wazoniku obok łóżka. Na ustach poetki pojawił się dziwny uśmieszek.
- Drekemorth - mruknęła delikatnie, dotykając płatków.
Wstała i rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu jakiegoś odzienia. Jak można się było spodziewać, znalazła je pod łóżkiem. Arieen była wyjątkową bałaganiarą i rzucała ubraniami gdzie popadnie, więc nie można się było dziwić, jaeśli wchodziło się do jej komnaty i najbardziej zauważalnym szczegółem była spódnica zarzucona na żyrandol. Potem poetkę czekała bitwa z wyjątkowo niechętnymi do współpracy włosami. Gdy wspaniałe, opadające niemal do pasa jasne loki zamieniła na nieco postrzępione krótkie kosmyki, miała nadzieję, że skończą się codzienne poranne walki z grzebieniem w ręku. Niestety, myliła się.
Gdy w końcu doprowadziła się do jako takiego stanu, zarzuciła futerał z lutnią na plecy, wyszła z gospody, w której się zatrzymały i ruszyła na spacer po mieście. Vainvien było uroczym miejscem, wyjątkowo spokojnym jeśliby wziąć pod uwagę, na jak niebezpiecznych terenach leżało. Wynikało to głównie z faktu, że księstwo miało naprawdę mocne i dobrze zorganizowane wojsko, z którym żaden agresor jakoś nie miał ochoty zadzierać. Tak, mieszkańcy Vainvien mieszkali sobie spokojnie w milutkich, małych, białych posiadłościach. A w sercu miasta stała wieża zegarowa, ratusz i zamek księżnej, równie urocze jak reszta budynków. Dlatego też dość mocno odcinał się na tym spokojnym tle wysoki mur otaczający dużą, ciemną i ponurą willę na obrzeżach miasta. Poetka przystanęła nieopodal tego muru. Przez chwile przyglądała mu się zaskoczona, zastanawiając się, do kogo ta posiadłość może należeć. Jakoś żadna z poznanych na wczorajszym balu postaci nie wydawała się pasować do obrazu właściciela takiego miejsca.
- Hm, wydaje się pani wyjątkowo zainteresowana moim domem. Czyżby chciała pani go kupić? Niestety nie jest na sprzedaż - zimny głos wyrwał ją z zamyślenia. - Zresztą i tak nie byłoby cię na niego stać.
Odwróciła się i spojrzała wprost w ciemne, przenikliwe oczy bardzo przystojnego mężczyzny.
- Nie zamierzałam go kupować - powiedziała chłodno posyłając mu wrogie spojrzenie, po czym ominęła go i ruszyła przed siebie.
Mężczyzna po chwili wahania poszedł za nią.
- To ty wczoraj śpiewałaś? - spytał zrównując z nią krok.
- Tak, ja - mruknęła poetka przyspieszając.
Jakoś nie mogła sobie przypomnieć, żeby widziała tego mężczyznę na balu, ale gości było tak wielu, że prawdopodobnie po prostu go nie zauważyła.
- Ha! A zagrasz i zaśpiewasz dla mnie? Prywatny koncert?
Śpiewaczka przystanęła i spojrzała na niego zimno.
- Prywatny koncert? Niestety nie udzielam prywatnych koncertów, zresztą -ostatnie słowa wypowiedziała z wyjątkową złośliwością - nawet gdyby, to nie byłoby cię na niego stać.
On jednak nie dał za wygraną i drążył temat dalej.
- A ile on miałby kosztować, o pani?
Poetka zastanowiła się. Miała już serdecznie dość tego faceta, więc cena musiałaby być naprawdę wysoka, żeby go skutecznie zniechęcić. Mężczyzna wyglądał na bogatego, więc prawdopodobnie byłby gotów zapłacić każde pieniądze, choćby po to, by ją upokorzyć.
- Pieniądze nie są mi do szczęścia potrzebne - powiedziała głośno. - Za to marzę o tuzinie niezwykłych kwiatów, zwanych, jeśli dobrze pamiętam… Płomieniami z Carien?
Zaśmiała się w duchu, niemal widząc już jak tajemniczy hodowca niebieskich róż przegania tego gburowatego bogacza ze swoich włości.
- Cena zaiste wysoka - powiedział uśmiechając się perfidnie - ale jestem gotowy ją zapłacić. Sztuka nigdy nie ma zbyt wysokiej ceny. Poczekaj tu.
Poetka usiadła na progu jednego z pobliskich domów i przez chwilę patrzyła na oddalającego się mężczyznę. Na jej ustach błąkał się niezbyt pasujący do niej uśmiech. Arieen była, ogólnie rzecz biorąc, uroczą i milutką osóbką, ale jakoś myśl o nauczce dla tego gburowatego, niemiłego człowieka wzbudzała w niej dziwnego rodzaju radość i… satysfakcję?
Niestety chytry plan pieśniarki nie wypalił, gdyż po niedługiej chwili mężczyzna wrócił niosąc bukiet niebieskich róż. Uśmiech znikł z twarzy dziewczyny, pozostało zaskoczenie. Uśmiechnął się widząc jej minę, położył na kolanach kwiaty i, co już zupełnie poetkę rozłościło, pogłaskał po głowie.
- To jutro wieczorem, powiedzmy o zachodzie słońca, czekam na ciebie. Aha, i proszę, ubierz się ładnie. Płacę, więc wymagam najwyższego poziomu. Do zobaczenia, o mistrzyni lutni.
Arieen milczała wpatrując się w Płomienie z Carien. Gdy w końcu zdołała oderwać od nich wzrok, mężczyzny już nie było.
- Drekemorth - powiedziała do siebie – Czyli taki jest hodowca niebieskich róż.

- Przepraszam Ariś, ale nie mogę, po prostu nie mogę. To ważna uroczystość dla druidów i po prostu nie mogę na niej nie być. Przepraszam.
Poetka westchnęła i ponuro kiwnęła głową spoglądając z nienawiścią na róże wetknięte w jakiś przypadkowy wazon.
- Tak, wiem, rozumiem. Po prostu nie mam ochoty iść tam sama. Jakoś ten facet wzbudza we mnie takie dziwne uczucia.
Tamika spojrzała na przyjaciółkę z współczuciem i przytuliła ją, ale po chwili musiała wyjść i śpiewaczka została sama ze swoimi wyjątkowo ponurymi myślami.
Zagryzając wargi spojrzała na łóżko i leżące na niej skromne, acz gustowne suknie. Zaczęła przymierzać wszystkie po kolei. Czasu nie miała dużo, ale postanowiła wystroić się tak, żeby temu gburowi opadła szczęka. Dość długo przebierała w swoich ubraniach, aż w końcu wybrała suknie, której dotychczas jeszcze nigdy nie miała na sobie. Wcześniej nie miała odwagi jej założyć, ponieważ biały sznurowany gorsecik i dość wąska, niemal prześwitująca spódnica wydawały się zbyt prowokacyjne. Teraz jednak nie miała skrupułów, chciała zobaczyć na jego twarzy zaskoczenie, a w oczach pożądanie. Tak dla własnej satysfakcji.
Poprawiła włosy, pogładziła miękki materiał, a potem spojrzała w lustro. Przez chwilę przyglądała się krytycznie swojemu odbiciu, po czym wyszła. Przed gospodą czekał już na nią wynajęty powóz. Poetka nie miała zamiaru wędrować w takim stroju przez całe miasto, zresztą chciała pokazać, że może i na ponurą willę ją nie stać, ale na podróż luksusową karetą owszem.
Czekał już na nią przed bramą swojej posiadłości. Pomógł jej wysiąść z karety, ucałował dłoń i przypiął do jej sukni malutką białą różyczkę. Mimo że zwykle te gesty wydawały się poetce wyjątkowo sztuczne, to w jego wykonaniu były naturalne, niemal spontaniczne.
- Wyglądasz przepięknie, o mistrzyni lutni – powiedział. – Proszę za mną pani.
Poetka niemal tuląc do siebie swój instrument ruszyła za Drekemorthem. Wbrew jej oczekiwaniom nie weszli jednak do ponurego domu, tylko poprowadził ją ścieżką naokoło, do schowanego za budynkiem ogrodu.
Poetka przystanęła i westchnęła z zachwytem, bo oto jej oczom ukazał się najpiękniejszy i największy ogród, jaki kiedykolwiek widziała. Oprócz słynnych niebieskich róż były tu tysiące innych gatunków kwiatów, których wonie mieszały się ze sobą tak, że powietrze wokół miało dziwnie upajający zapach. Była tu też niewielka altanka i to właśnie do niej poprowadził ją hodowca niebieskich róż. Wskazał jej taborecik stojący na malutkiej scenie, a sam zasiadł na wygodnym, przypominającym tron fotelu i wbił w nią swoje przenikliwe spojrzenie. Wyjęła lutnie z futerału, ale nie zaczęła grać. Zamknęła oczy, przez chwilkę w zamyśleniu głaszcząc instrument. Dopiero po chwili uniosła powieki, posłała swojej jednoosobowej publiczności obojętne spojrzenie i łapiąc pewniej lutnie zaczęła grać najpiękniej jak umiała.
Najpierw muzyka była delikatna, cicha, niczym szmer strumyka, ale z każdą chwilą Arieen grała coraz głośniej, z każdą nutą porzucając delikatność. Zaczęła śpiewać. Inaczej niż na pamiętnym balu, gdy upadła do jej stóp pierwsza niebieska róża. Inaczej niż kiedykolwiek. Jej głos łagodnie łączył się z muzyką, raz dawał się zagłuszać dźwiękom, raz wzbijał się wysoko ponad nie. Poetka coraz szybciej i mocniej szarpała struny, jednocześnie dokładnie przyglądając się swojemu jedynemu słuchaczowi. Miał czarne oczy, ale to zauważyła już przy pierwszym spotkaniu. Wiele szczegółów jednak dojrzała dopiero teraz. Był niewiele wyższy niż ona, ale mimo to wydawał się bardzo przystojny. Miał ładną, bardzo męską twarz, ujmujący uśmiech, jasne włosy i coś jeszcze. Coś dziwnego, coś bardzo dziwnego. Coś … gadziego?
Poetka po raz ostatni szarpnęła struny lutni. Muzyka się urwała. Dziewczyna potrząsnęła głową.
- Coś się stało? - spytał szczerze zmartwiony.
- Nie… nic - odpowiedziała cicho - smoku.
- Ha! Skąd wiesz?! - spojrzał na nią z niekłamanym podziwem. - Przecież doskonale się maskuję!
- Po prostu wiem. Nie wiem, skąd. Czemu się ukrywasz?
Odłożyła lutnię i wbiła w niego najbardziej przenikliwy wzrok, jaki miała w arsenale swoich spojrzeń.
- Nie lubią tu smoków - wzruszył ramionami. - Graj dalej.
Posłuchała i grała dalej, tym razem spokojnie, delikatnie, równie pięknie jak tysiące razy wcześniej. I spoglądała na niego coraz bardziej zafascynowana, w każdym kawałeczku jego postaci wyszukując ten niewielki, niemal niewidoczny, smoczy pierwiastek. Zagrała jeszcze kilka pieśni, a ostatnią z nich była kołysanka, której usypiającej mocy nie mógł się oprzeć nawet on, choć zapewne posiadał wielką władze, jak każda istota z jego gatunku.
Schowała lutnię i bezszelestnie wymknęła się z altanki. Przez chwilę stała nieruchomo otulona przez ciemność i rozglądała się wokół. Czuła się zagubiona w tym wielkim ogrodzie, gdzie jedyną latarnią rozpędzającą mrok było nikłe światło księżyca. W końcu jednak zebrała się w sobie i odnalazła drogę do bramy. Ruszyła nią drżąc z zimna, ponieważ chłodny nocny wiatr bez trudu przenikał przez zwiewny materiał sukni. Dotarła do karety, wciąż czekającej na nią przed bramą posiadłości i przeklinając swoją niepraktyczność oraz głupotę dotarła w końcu do gospody.
Tamika już spała i nie obudziły jej nawet głośne przekleństwa Arieen, gdy ta potykała się próbując dojść do swojego łóżka, jednocześnie pozbywając się poszczególnych części garderoby. W końcu udało jej się bez zbytnich obrażeń dotrzeć do kuszącej swoim ciepłem wygodnej pościeli. Zatopiła się w niej wciąż rozmyślając o smoku ukrywającym się w tak niesmoczym miejscu jak urocze, spokojne księstwo Vainvien. Dlaczego akurat tu? Właściwie, co smok robił w takich okolicach? Tyle pytań, na które, co sobie obiecała, uzyska odpowiedzi. Niebawem.
W końcu zasnęła.

Obudziła ją bardzo intensywna woń i energiczne potrząsanie przyjaciółki.
- Ee? - Spytała niezbyt przytomnie, przecierając oczy.
Spojrzała na druidkę, po czym odruchowo rozejrzała się po komnacie i zaklęła. Cała podłoga i niemal wszystkie meble, jej łóżka nie wyłączając, zatopione były w kwiatowej powodzi niebieskich róż. Poetka niedowierzająco potrząsnęła głową.
- Jak? Kiedy? - zapytała wstając i otulając się puszystym szlafrokiem.
- Nie mam pojęcia - druidka wydawała się jeszcze bardziej zaskoczona. - Jak się obudziłam, to już tak tutaj było.
Śpiewaczka jeszcze raz pokręciła głową.
- Nie wierzę - mruknęła.
- To lepiej uwierz. Na podłodze znalazłam to - Tamika podała jej białą kopertę.
Arieen przez dłuższą chwilę nieufnie przyglądała się przesyłce, ale w końcu zdobyła się na odwagę i przeczytała krótki, adresowany do niej, liścik.

„Czekam na Ciebie moja Niebieska Różo. Dziś o północy organizuję bal, na którym Ty i Twoja Towarzyszka będziecie szczególnie mile widziane. D.”

Poetka spojrzała na przyjaciółkę.
- Nie mam pojęcia - druidka odpowiedziała na nie zadane pytanie i wzięła od śpiewaczki liścik. Przeczytała go kilkukrotnie, ale ponownie tylko potrząsnęła głową. - Nie mam pojęcia - powtórzyła.
- A myślisz, że powinnyśmy pójść?
- Nie wiem Arieen, ale coś mi się zdaje, że ty… bardzo byś chciała iść.
- Ja? - pieśniarka niemal idealnie odegrała zaskoczenie - Dlaczego bym miała chcieć?
- Może dlatego, że - druidka podniosła jedną różę i przyjrzała się jej dokładnie -on cię zainteresował? Te róże…, tajemniczy hodowca, który strzeże swych kwiatów jak oka w głowie, nagle poświęca je dla ciebie. Obsypuje cię nimi. Czyż to nie jest fascynujące i … romantyczne?
- Dobrze wiesz gdzie mam romantyczność - warknęła poetka strącając wszystkie pączki z pościeli.
- Dobrze wiem, gdzie chciałabyś ją mieć.
Arieen mruknęła coś pod nosem, po czym ponownie wsunęła się do łóżka. Mimo tego zaskakującego zdarzenia z różami wciąż była bardzo zmęczona, więc nie minęło nawet pięć minut, a poetka znów leżała zatopiona w głębokim śnie.

- Tami, Tami, obudź się, Tami! - poetka rozpaczliwie potrząsała nieprzytomną przyjaciółką, bez rezultatów. - Tamiś, proszę cię, Tamiko!
- Ona tylko śpi - powiedział.
- Co jej zrobiłeś? - jęknęła usiłując podnieść się na nogi. Gestem ponownie powalił ją na kolana.
- Ona tylko śpi - powtórzył.
- Czego ode mnie chcesz?
- Tylko ciebie moja niebieska różo, mój Płomieniu z Carien - wyciągnął ku niej dłoń, którą odtrąciła.
- Zostaw mnie! - zdołała się podnieść i niezdarnie przebiec kilka metrów. Upadła. Jakaś nieznana siła sprawiła, że znów znalazła się w tym samym miejscu, co wcześniej, przy przyjaciółce, na wyciągnięcie ręki od swego prześladowcy.
Ponownie wyciągnął ku niej dłoń i tym razem nie miała już siły go odrzucać. Ujęła ją delikatnie, pozwoliła się przytulić, pocałować. A potem była otchłań, w którą spadała jak kamień, nie mogąc wydobyć z siebie głosu, nie mogąc wykrzyknąć błagania o pomoc. Spadał z nią wciąż trzymając ją w ramionach, przyciskając coraz mocniej.
- Nie bój się - szepnął, a ona ledwo zdołała go usłyszeć.
Słyszała za to doskonale równe, spokojne uderzenia jego serca. Raz, dwa, raz, dwa. Tak spokojne, jakby nic się takiego nie działo, jakby nie spadali w najgłębszą z najgłębszych otchłani.
- Nie bój się – powtórzył - to nic takiego.
- Spadamy - jej głos drżał.
- Daj się ponieść emocjom Arieen, daj się ponieść namiętności.
Wtuliła się w jego silne ramiona i zamknęła oczy. Na oślep odnalazła jego usta, wpiła się w nie. Dała się ponieść i spadła… na samo dno.

- Już dobrze - delikatne, ale stanowcze ramiona druidki otoczyły ją w mocnym uścisku. - To tylko sen, to tylko zły sen.
Z ust poetki wyrwał się rozpaczliwy szloch.
- Już dobrze, już dobrze, to tylko sen - łagodny głos powoli uspokajał dziewczynę.
Przestała płakać, uspokoiła się nieco, ale poczuła coś nowego, jakieś dziwne uczucie rodzące się w jej sercu. Zmuszające ją do ubrania się, kierujące nią niczym marionetką ku drzwiom.
- Ej, a dokąd to?
Tamika dotychczas wpatrująca się w przyjaciółkę z zaskoczeniem teraz złapała jej dłoń, ale dla poetki nie było to żadnym problemem. Wyrwała się. Wyszła z gospody. Biegiem ruszyła uliczkami Vainvien. Mimo dziwnej mgły zasnuwającej jej myśli wiedziała, dokąd idzie. Coś, jakaś niewidzialna siła, pchało ją do tego człowieka…, nie…, nie człowieka, smoka ukrytego pod postacią młodzieńca. Jego moc była dla niej zbyt wielka, aby mogła się opierać. Teraz była w jego władzy, była jego niewolnica, jego różą.
Co ja robię? Czemu mu na to pozwalam? Czemu się nie bronię?
Czekał, jak wczorajszego wieczora, przed bramą.
- Wiedziałem, że przyjdziesz.
Oczywiście, że wiedziałeś. Sam mnie tu zwabiłeś…
- Oczekiwałem, że okażesz mi pomoc w organizacji mojego przyjęcia.
- Tak?
- Tak, w końcu teraz jesteś panią na Carien.
- Że jak?
- Nazwałem tak ten mój skromny zakątek. Ładnie prawda?
- Tak…
Wziął ją za rękę i zaprowadził do domu. Niewiele widziała, wciąż otumaniona jego czarami. Nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się w wielkim łożu z baldachimem. Chciał ją przytulić, odepchnęła go, znów czując się panią samej siebie.
- Nie dasz się do siebie zbliżyć? - spytał przyglądając się jej uważnie.
Te róże… tajemniczy hodowca, który strzeże swych kwiatów jak oka w głowie, nagle poświęca je dla mnie. Obsypuje mnie nimi. Czyż to nie jest fascynujące i … romantyczne?
Potrząsnęła głową.
- Nie!
- Ależ Ariś, pomyśl. Północ i my złączeni w tańcu nagich ciał.
- Nie nazywaj mnie tak!
Westchnął, przewrócił oczami i zostawił ją samą. Niczym nie spętaną, ale jednak będącą więźniem w tym domu, w tym łożu.
Czemu mnie wybrałeś tajemniczy hodowco niebieskich róż?
- Bo najpiękniejszy z ciebie kwiat - nie było go w pokoju, mimo to słyszała dokładnie jego głos.
- Romantyczne… Ty wiesz gdzie ja mam romantyczność. To znaczy nie wiesz, bo skąd? To ja ci powiem. Mam ją głęboko w … no!
Mimo że mówiła dość cicho, wiedziała, że on słyszy i widzi ją doskonale. Jego moc pozwalała mu na to. Cały czas czuła na sobie jego szaleńczy, pełen pożądania wzrok.
Milczała, starała się nie myśleć. Czekała. Zanim jeszcze wybiła północ, ponownie ją otumanił, zmusił żeby się rozebrała. Ubierał ją sam, w niebieską suknie, łudząco podobną do tej, którą nosiła na sobie tamtego wieczoru, na zamku księżnej Miriel. Na szyi zawiesił jej sznureczek pereł, pocałował w kark. Złapał za rękę i niemal zmusił do zejścia na dół. Do Sali Balowej, pięknie ozdobionej, ale pustej.
- Gdzie goście? - znów poczuła, że odzyskuje panowanie nad sobą.
- Jesteśmy tylko my i otchłań. Skoczysz w nią ze mną?
- Arieen!
Odwróciła się.
- Tami, co ty tutaj robisz? Uciekaj!
Ujrzała, jak jej przyjaciółka biegnie do nich. On także to zauważył, machnął w jej kierunku dłonią. Dziewczyna upadła.
Poetka krzyknęła i podbiegła do nieprzytomnej druidki. Uklęknęła. Potrząsnęła nią.
- Tami! Tami! Tami!
- Ona tylko śpi – powiedział.
- Co jej zrobiłeś?!
- Ona tylko śpi - powtórzył.
To znów sen, tylko zły koszmar.
- To nie jest sen. To dzień wyboru poetko.
- Wyboru czego?
- Właściwej drogi - wyciągnął ku niej dłoń.
Chciała ją odrzucić, ale nie potrafiła. Tym razem nie jego siła, ale moc jej własnego serca nakazała wyciągnąć rękę. Zanim on zamknął ją w swojej dłoni, pochyliła się nad przyjaciółką, pocałowała jej policzek i szepnęła do ucha:
- Zobaczymy się, może niedługo. Gdy okaże się, że wybór, którego dokonałam, jest zły. Do zobaczenia.
Przyciągnął ją do siebie, pocałował, objął mocno. Popatrzył w oczy, a potem nagle zaczęli spadać. A ich serca biły takim samym rytmem. Raz, dwa, raz, dwa. Spokojne, jakby nic się nie działo, jakby nie spadali właśnie w najgłębszą z otchłani.
- Dajemy się ponieść emocjom hodowco niebieskich róż. Dajemy się ponieść namiętności.

Postać w drzwiach gospody wydawała się druidce dziwnie znajoma. Drobna, jasnowłosa istotka, z lutnią niedbale zarzuconą na ramie.
- Ariś! - wykrzyknęła ruszając ku niej. - Gdzieś ty była tak długo?!
- W otchłani… Długo by opowiadać, zresztą nie mam ochoty wdawać się w szczegóły.
Tamika dokładniej przyjrzała się przyjaciółce. Dojrzała ślady łez na policzku. Milczała.
- Niczego nie żałuję - powiedziała poetka przyglądając się zeschniętej róży przypiętej do brudnej i podartej niebieskiej sukni, tej samej, którą miała na sobie tamtej nocy, gdy nagle odeszła - Niczego.
Odrzuciła kwiat i otarła łzy.
- Idziemy dalej Tami. Będzie dobrze, prawda?
- Tak - druidka objęła ją swoim delikatnym, ale stanowczym i dającym poczucie bezpieczeństwa ramieniem - będzie dobrze.


Arieen.
komentarz[8] |

Komentarze do "Hodowca Niebieskich Róż"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.



  Ankieta
   Czy jako użytkownik Elixiru będziesz publikował na BagEnd?
TAK
NIE
NIE WIEM
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

  Top 10
   Rozdroża - Po...
   Gollum
   Postacie z 'H...
   Broń biała
   Słynne konie
   Gimli
   Bilbo le hobb...
   Frodo Baggins
   Aerlen
   Galadriela

  Shoutbox
© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Kerm
Engine by Khazis Khull based on jPortal

Strona wygenerowana w 0.123584 sek. pg: